05.11.2013

Jestem wściekła na usługę Blogger!!

Szanowny Bloggerze z Google

Jestem wściekła, albowiem jednym, jedynym nieopatrznym naciśnięciem klawisza Enter spowodowałam (Ty spowodowałeś!!), że niby-post, który miał pozostać moją kartką z notatnika, nagle się opublikował. W tym momencie, złośliwy Bloggerze (w sensie - usługi Google) doprowadziłeś mnie do pasji, albowiem nagle okazałeś się tak szybki, iż moja błyskawiczna reakcja i natychmiastowe(!) usunięcie posta nic już nie pomogły!
Oto wszędzie już wyświetlił się mój niby-post, który kartką z notatnika miał pozostać! Nie pomogło też przywrócenie poprzedniego postu do wersji roboczej i ponowne opublikowanie z późniejszą godziną, by "zastąpić" i naprawić tę "wpadkę".
Frustracja ma jest tym większa, że dzisiaj przed południem opublikowałam na dwóch swoich blogach (m.in. na tym właśnie!!) posty, w sumie sztuk dwie.
I co to ma do rzeczy?
Ano tyle, że na ich łaskawe opublikowanie musiałam czekać ponad godzinę!!!
Niniejsza notka pozostanie zatem moją odpowiedzią na Twe niecne zagrywki do czasu opublikowania przeze mnie następnego wpisu, który zechcę w przyszłości napisać lub do czasu aż mi przejdzie.

Co za prymitywny, nieintuicyjny i złośliwy Google'owy Blogger!!!
Mam już dość męczenia się z nędznym paskiem nawigacyjnym, walką z ujednolicaniem czcionek, wielokrotnym naprawianiu tego, co sobie zapisuje wbrew mej woli i pomimo usilnych zabiegów.
Powymyślałabym jeszcze, bo jest na co, ale powstrzymam się, bo mi przejdzie za prędko.

Niniejszą notkę opublikowałam 5.11.2013 o godz. 22:54.
Minęło już prawie 10 minut, ale tym razem (jak zwykle) Blogger ociąga się z publikacją.
Ale to nie koniec!


Później
To zastanawiające -  publikowanie przy pomocy klawisza Enter zamiast użycia przycisku "Opublikuj" wpływa na szybsze (natychmiastowe) ukazywanie się postu na listach czytelniczych??
Tę notkę, jak i poranne posty uruchomiłam przyciskiem Opublikuj, natomiast poprzednią (zlikwidowaną już i niechcianą) notatkę - przyciskiem Enter (pomyłkowo użyłam go chcąc przejść z linii tytułu postu do pola tekstu - uważam, że w takim przypadku powinien pojawić się komunikat, czy aby na pewno chcę opublikować?).
Dla porządku odnotowuję, że czas jaki upłynął od publikacji do pojawienia się niniejszej notki na liście czytelniczej oraz na liście blogów tym razem wynosił pełne 10 minut!


Jeszcze później, 7.11.2013
Planowałam usunąć ten wpis zaraz po opublikowaniu następnego postu, ale jednak nie zrobię tego, ponieważ dzięki temu mogę tu odnotować kolejne doświadczenie. Otóż publikując wpis pt. "Jak śpią szablaki" celowo użyłam klawisza Enter. Efekt był natychmiastowy - post pojawił się od razu na Liście czytelniczej Bloggera oraz na moich blogach, gdzie są zainstalowane linki do tego bloga.
Ot, ciekawostka! Ale do sprawdzenia.
Wygląda na to, że Enter powoduje natychmiastową publikację, natomiast przycisk "Opublikuj" niekoniecznie...

10.11.2013
Nie przypuszczałam, że ten wpis, zrodzony w przypływie szewskiej pasji stanie się, pełnym tejże (nieustającej) pasji, notatnikiem służącym do rejestrowania kolejnych niegodziwych zachowań Bloggera.
Dziś o godz. 21 opublikowałam post pt. "Budowa skrzydeł ważki". Jest godzina 23.33 (2,5 h później!!!) i do tej pory post nie pojawił się na liście czytelniczej, ani na moich pozostałych dwóch blogach. Biedny Ali, pierwszy i jedyny jak dotąd, obserwator tego bloga, poszedł spać w nieświadomości niezwykłej budowy skrzydełek ważek. Eh!
Oczywiście, opublikowałam post jak należy, czyli przyciskiem "Opublikuj". Próba przyśpieszenia poprzez przywrócenie wersji roboczej oraz ponowna publikacja przy pomocy klawisza Enter, jak można było się domyślić, nic nie dała.
Skoro Enterem można błyskawicznie opublikować post, to po jaką cholerę istnieje przycisk Opublikuj??? Chciałabym to wiedzieć!!!
Durny Blogger!

2 minuty później
Zwymyślany tutaj, wyżej wzmiankowany Blogger, po dwóch minutach od aktualizacji niniejszego wpisu (pełnego pasji, zapewniam) ni stąd ni zowąd pokazał mój post na liście czytelniczej, jako opublikowany, uwaga... 8 sekund temu.
2 godziny i 35 minut ociągania, żeby nie powiedzieć obstrukcji...

24 listopada 2013
Blogger robi co chce, nie bacząc na polecenia. Poleciłam mu opublikować post o zadanej godzinie - 11:24. W tym czasie nie było mnie w domu. Być może i opublikował, ale co z tego, jeśli nowy post na liście czytelniczej ukazał się dopiero po godzinie?
Kiedy przeglądałam swoje blogi około 14:30 lekko się zdziwiłam (czemu nie bardziej? Bo poleganie na Bloggerze nie ma większego sensu), ponieważ na jednym blogu nowy post został już wczytany, a na drugim - bynajmniej nie!

5 lutego 2014
Ciekawe, CO TO MA BYĆ?!!!


Oto dziś wzięłam się za uzupełnienie opisów zdjęć moich szablaków na stronie "Kolekcja 2013" - pracowicie wkleiłam wszystkie podpisy i chciałam je zweryfikować, gdy moją uwagę zwróciła fatalna jakość zdjęć. Czyżbym była aż tak mało krytyczna wobec siebie, by pokazywać zdjęcia AŻ TAK kiepskiej jakości??
Coś mnie jednak tknęło i ponownie zaczęłam wklejać zdjęcia z dysku.
I proszę! Wyszło szydło z worka! Zdjęcie u góry pochodzi z mojego komputera, a zdjęcie poniżej zostało wstawione tuż po założeniu strony. Czyli, że niby się zestarzało, wyświechtało, zniszczyło!!!???
Baaardzo mi się to nie podoba i nawet nie wiem co to oznacza.
Jakiś czas temu wybuchła afera, bo Google zaczął automatycznie "ulepszać" zdjęcia (za karę wszystkim tym, którzy nie chcą założyć konta Google+). Zdjęcia po owej "korekcie" wyglądają ohydnie (przekolorowane, toporne, ale jednak ostre), ale to tutaj? Przecież jest to ewidentne rozmazanie ostrości!!

Później
Zadałam sobie trud wymiany wszystkich zdjęć na stronie Kolekcja 2013 i w trakcie tego zajęcia odkryłam na czym polega owo rozmazanie i jak rozpoznać które zdjęcie jest "skancerowane", czyli wymaga wymiany (bez porównywania z oryginałem).
Otóż szanowny Blogger zapisał niemal wszystkie zdjęcia w zmniejszonej wersji. Poznawałam to po tym, że kliknięcie na"Oryginalny rozmiar" nie powodowało żadnej zmiany.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz